Dominikana – raj czy piekło?

Jeśli pamiętacie czasy, gdy oferta biur podróży składała się głównie z wycieczek do Grecji, Egiptu, Tunezji, Hiszpanii i Bułgarii, zapewne możecie się czasami zaskoczyć jak wiele możliwości mamy obecnie. Katalogi są znacznie obszerniejsze, a destynacje uzależnione są, jak niemal wszystko, od mody. Jeszcze parę lat temu królowały pięciogwiazdkowe kompleksy hotelowe w Szarm El Sheik, złota plaża Bułgarii i imprezowe wyspy Hiszpanii. Potem pojawiła się Chorwacja, Albania czy Gruzja. Oraz zaczęły nieśmiało pojawiać się oferty dla wypoczynku na innych kontynentach. Z początku ceny były wręcz astronomiczne, ale z czasem zaczęły się stabilizować i obecnie nie są aż tak poza zasięgiem, jak mogłoby się wydawać. Czy jednak warto wydawać oszczędności całego roku, albo i kilku lat? Co jest niesamowitego w tej karaibskiej wyspie, że obecnie jest najpopularniejszym (a często jedynym) międzykontynentalnym celem? Czy huragan jest aż tak straszny jak go malują?

10 w skali Beauforta

Gdy odwiedziłam Dominikanę dwa lata temu, było to kilka tygodni przed wprowadzeniem wylotów z Poznania. Niemal spóźniłam się na pociąg do Warszawy. Na lotnisku zaś w wiadomościach zagranicznych pojawiły się pierwsze wzmianki o huraganie zbliżającym się w stronę Morza Karaibskiego. Błąd w jednym z tekstów sprawił, że niemal spanikowaliśmy. Ktoś nieopatrznie pomylił bowiem Dominikanę z Dominiką. Dominika zaś została zniszczona dość mocno. Na szczęście nasi znajomi byli już na miejscu, donosili o gorącu, słońcu i przedniej zabawie. Postanowiliśmy zaufać profesjonalistom – uznaliśmy, że w razie jakiegokolwiek zagrożenia linie lotnicze odwołają lot. Zaznaczę, że chociaż lecieliśmy na pokładzie Boeinga należącego do TUI, nie wykupiliśmy u nich wycieczki. Znajomy wyszukał nam połączenie oraz niezły hotel w korzystniejszej cenie, niż te proponowane przez biura podróży.

Podróż minęła nam spokojnie i monotonnie. Wykupiliśmy pakiet “rozrywka” za kilka euro. Była to dobra inwestycja, gdyż lot trwał dwanaście godzin. Lecieliśmy w dzień, więc nie spaliśmy – jest to odradzane, jeśli chcemy uniknąć jet lagu. Po dotarciu na miejsce spotkaliśmy się z taksówkarzem, który odwiózł nas do hotelu. Przejazd wykupiliśmy wcześniej, przez odpowiednią stronę internetową.

Nasze pierwsze wrażenia? Było gorąco, parno, duszno. Ale nie było to nieprzyjemne. Oczywiście zależy to od osobistych preferencji. Ja bardzo lubię wysokie temperatury, ale dla kogoś z problemami zdrowotnymi, takimi jak nadciśnienie, podobne warunki klimatyczne mogłyby być nieznośne.

Już od samego początku poinformowano nas o zbliżającej się “Marii”. Nikt jednak nie wyglądał na przejętego, więc również się nie przejmowaliśmy.

Następny dzień powitał nas słońcem. W ciągu kilku godzin zaczęło ono znikać za chmurami, zrywał się coraz silniejszy wiatr, a obsługa hotelowa zaczęła zabijać okna restauracji płytami wiórowymi. Poinformowano nas, że Maria dotrze do nas za kilka godzin. I rzeczywiście, wkrótce mieliśmy szansę na własne oczy oglądać huragan.

Piekło w raju.

Siedzieliśmy zamknięci w pokoju ponad dobę. Dostarczano nam jedzenie oraz napoje. Nikt nas nie zamykał na klucz, po prostu odradzano nam wychodzenie na zewnątrz, a my słuchaliśmy. Wiatr był silny, padał deszcz, ale nadal było gorąco. Obsługa hotelowa ubrana w żółte peleryny przeciwdeszczowe i kalosze dbała o to, aby niczego nam nie zabrakło. Na twarzach mieli podobny grymas do naszego, gdy budzimy się rano i okazuje że w nocy był mróz, więc musimy skrobać szyby w samochodzie. Zero przejęcia. Nie mam pojęcia, czy było to szczere, czy wystudiowane, Ale działało. Ich spokój i opanowanie wpływały także na nas. To, co zaczęło doskwierać nam najbardziej to niedziałająca toaleta. Raz wykąpaliśmy się w basenie, gdy huragan jeszcze nie osiągnął szczytu swoich możliwości, Ale z czasem nazbierało się tam dużo liści, a ponieważ wszyscy brali z basenu wodę do spłukiwania toalet, postanowiliśmy poczekać. Nasz turnus pokrywał się z turnusem Amerykanów z południowych stanów. Oni również wyglądali na niewzruszonych (to oni doradzili nam czerpanie wody z basenu, zachowując się przy tym jakby doradzali nam przy wyborze jogurtu – normalka).

Po 24 godzinach dość intensywnego oczekiwania nastąpiło kolejne 36 godzin. Wciąż brak prądy, wody i obiecanego raju. Wzrastała frustracja. I tyle. Wciąż nie robiło się niebezpiecznie, nie czuliśmy zagrożenia, a jedynie zmęczenie i zniechęcenie. Wreszcie zaczęło się rozjaśniać. Otwarto kasyno. Z hotelu wyszli wszyscy i rozpoczęła się zabawa. Prawdę mówiąc, była to jedna z najlepszych imprez na jakich byłam. Następnego dnia zaczęło świecić słońce, przywrócono prąd i wodę. Pracownicy zaczęli sprzątać cały kompleks. I wreszcie zaczęły się nasze rajskie wakacje.

“Don’t worry, mamjuana will give you what you want”

To, co czyni Dominikanę Dominikaną są ludzie. Oczywiście można tak powiedzieć o każdym miejscu, ale Karaiby mają w sobie coś niesamowitego. Mieszkańcy są mili, uśmiechnięci i wyluzowani. Ich energia jest zaraźliwa. Jednak dwa czynniki nie przypadły mi do gustu. Po pierwsze, ze względu na popularność miejsca wśród turystów, wszyscy próbują na wszystkim zarobić. Będziemy zatem wciągani do sklepów, namawiani do zdjęć z papugami czy małpami, częstowani świeżym kokosem, zachęcani do przejażdżek łódkami, pontonami-bananami i skuterami.

Wszystko kosztuje zazwyczaj więcej niż powinno, więc należy się targować. Ostatecznie jednak i tak prawdopodobnie zapłacimy więcej niż dana rozrywka jest warta. Ale dla nas jeden dolar to nie majątek. Dla nich znaczy zaś dużo więcej. Kolejnym problemem jest bariera językowa. Większość tubylców mówi bardzo słabo po angielsku. Jednak jeśli nie zadzieramy nosa i jesteśmy skłonni do używania gestów i języka quasi-migowego, zapewne się dogadamy. A jeśli mówimy po hiszpańsku to problem zupełnie znika.

Pamiętajcie, że Dominikana jest najbardziej oblegana przez Amerykanów. Dlatego tubylcy nabrali zwyczajów serwisu ze Stanów. Oznacza to, że należy dawać napiwki. Dwa, trzy dolary dla kelnera. Sprzątaczce warto dać na samym początku większą sumę, na przykład piętnaście czy dwadzieścia dolarów. Dzięki temu możemy być pewni, że codziennie będziemy cieszyć się czystymi ręcznikami, pełną lodówką i czystością. Mówmy wszystkim “hola”, uśmiechajmy się, zagadujmy. Dzięki temu pokażemy im, że traktujemy ich jak ludzi, a nie służących. A oni odwdzięczą się tym samym. To, co dostają od gości stanowi często połowę ich miesięcznego wynagrodzenia. Nie ma zatem co walczyć z wiatrakami, jeśli nie chcemy dawać napiwków, nie dawajmy. Ale nie dziwmy się potem, że skoro sami wykluczyliśmy się z tej gry, jesteśmy traktowani nieco gorzej.

Co warto ze sobą przywieźć…

Wśród wszelkiego rodzaju pamiątek z gipsu, drewna i plastiku, warto zwrócić uwagę na trzy produkty, które oferuje Dominikana. Po pierwsze rum. Pije go niemal każdy, niezależnie od pory dnia czy wykonywanego zawodu. Według naszego przewodnika kierowcy na Dominikanie, choć powinni mieć zero promila w wydychanym powietrzu, zazwyczaj  przekraczają te normy. Dowiedzieliśmy się tego w trakcie podróży na wyspę Saona. Jest to park narodowy i absolutne arcydzieło natury. Widoki z tego miejsca zapierają dech w piersiach, a inna nazwa niż “raj” na określenie tych plaż i morza nie odda nawet połowy wrażenia jakie wywierają.

Drugim produktem Republiki, na który można zwrócić uwagę są cygara. Dla każdego konesera wycieczka na Karaiby powinna być punktem koniecznym. Każdy sklep oferuje wiele rodzajów, w najróżniejszych cenach. Dlatego, jeśli nie znamy się na tym temacie, może być nam trudno.

Wyjątkowym produktem, do zakupu którego zapewne będziemy zachęcani, jest mamajuana. Jest to selekcja ziół i kory, które zalane czerwonym winem, rumem, lub czymkolwiek, co lubimy, ma leczyć wszystko i być złotym środkiem od czegokolwiek. Sprzedawca zapewniał nas, że działa świetnie jako afrodyzjak, zastępuje viagrę, leczy złamane serce, reumatyzm, przeziębienie, przyciąga szczęście i pieniądze, zapewnia długowieczność. Czy jest to prawda, sami musicie sobie odpowiedzieć. Ja powiem jedynie, że według mnie mamajuana stanowi z pewnością wyjątkowo oryginalną pamiątkę.

Czy powinienem lecieć na Dominikanę?

Nie wiem. Wszystko zależy od wielu czynników. Na pewno warto pamiętać, że ta wyspa nie musi być rajem, może z łatwością przeobrazić się w piekło. Nasz huragan nie był najsilniejszy. Nasz region oszczędził. Para z Brazylii, którą poznaliśmy, miała wylot zaplanowany w czasie najsilniejszych wiatrów. Dwie dodatkowe doby musieli opłacić z własnej kieszeni. Dlatego dobre ubezpieczenie to podstawa. Jeśli wykupujecie wycieczkę z biura podróży i lecicie w miejsce, które jest w jakiś sposób zagrożone, np. ze względu na klimat, upewnijcie się, że zapewniona będzie Wam odpowiednia opieka, w razie jakichkolwiek problemów. Chociaż opisane powyżej doświadczenia mogą wydawać się łagodne, nie zapominajmy, że huragany bywają śmiertelne, pozbawiają ludzi domów, dobytku, a niestety często i życia.

Pamiętajcie, że rzeczywistość może różnić się od Waszych marzeń ale nie powinniście się zrażać. Jeśli przeszkadzają Wam upały, hałaśliwi mieszkańcy nieznający angielskiego albo, co gorsza, nie lubicie rumu, zostańcie w domu. Jeśli jednak macie do podróży dystans oraz odpowiednie fundusze, pakujcie walizki.

Top 10 atrakcji, które warto zobaczyć w Budapeszcie

Stolicę Węgier, przynajmniej raz powinien odwiedzić każdy, bo naprawdę warto. Budapeszt zachwyca licznymi monumentalnymi i zabytkowymi budowlami, romantycznymi mostami na rzece Dunaj oraz wzgórzami z których rozciąga się przepiękny widok na panoramę miasta. Miasto znane jest także z wyśmienitej tradycyjnej węgierskiej kuchni oraz z bogatej oferty kulturalno-rozrywkowej.

Dlaczego Budapeszt?

Ze względu na łatwość dojazdu do stolicy Węgier oraz dużą przystępność cenową, Budapeszt będzie świetną propozycją wyjazdową dla osób dysponujących małą ilością czasu (np. tylko weekendem) oraz niewielkim budżetem. Warto odnotować, że Budapeszt ostatnimi laty zrobił się przyjaźniejszy turystom, a miasto zabiega o zwiedzających zarówno na mediach społecznościowych jak i kanale youtube . Najlepszym terminem do odwiedzenia tego magicznego miasta, położonego w samym sercu Europy, będzie koniec wiosny (np. długi weekend majowy) oraz początek jesieni (np. wrzesień-październik).

Decydując się na wyjazd do Budapesztu, choćby tylko na weekend, na pewno nie będziemy rozczarowani. W Budapeszcie czeka na nas masa monumentalnych zabytków, dzięki którym poznamy bliżej historię całych Węgier; pyszne lokalne jedzenie i klimatyczne restauracje, bary i puby, które zaczarują nas smakiem i klimatem; piękne widoki, które na długo pozostaną w naszej pamięci oraz ciekawi, otwarci ludzie, którzy pomijając kwestie językowe okażą się naszymi bardzo bliskimi przyjaciółmi. Nie bez powodu mówi się przecież, że „Polak – Węgier dwa bratanki!”.

Tanie loty do Budapesztu

Do Budapesztu najszybciej można dostać się samolotem. Na trasie z Warszawy do Budapesztu lata znany i lubiany w Polsce przewoźnik tanich linii lotniczych – Wizzair, a ceny lotów w jedną stronę zaczynają się już od 80 zł. Jeśli chciałbyś polecieć na weekend do Budapesztu, ale nie wiesz jak spakować się na wyjazd w sam bagaż podręczny, koniecznie sprawdź nasze praktyczne porady. Dzięki nim Twój niskobudżetowy, weekendowy wyjazd do stolicy Węgier stanie się realny!

Poniżej opisano Top 10 najciekawszych atrakcji, które warto zobaczyć podczas pobytu w Budapeszcie. W zestawieniu znalazły się propozycje zarówno dla entuzjastów architektury, miłośników przyrody, fanów relaksu i spokojnego wypoczynku jak i prawdziwych imprezowych dusz.

1. Budynek Parlamentu w Budapeszcie

Nie ma w Europie drugiego tak monumentalnego i charakterystycznego budynku parlamentu jak w Parlament w Budapeszcie. Budowla już na pierwszy rzut oka onieśmiela przepychem. Za dnia bryła budynku jest jasna i świetlista, a w nocy bije dookoła tysiącem złotych świateł. Budapesztański parlament jest najbardziej rozpoznawalnym symbolem miasta i nie sposób pominąć go w planach zwiedzania stolicy Węgier.

Prace nad budową parlamentu, położonego bezpośrednio nad rzeką Dunaj, trwały 17 lat i zakończyły się w 1904 roku. Głównym architektem obiektu był Węgier – Imre Steindl. Budowla została wzniesiona w stylu neogotyckim, natomiast we wnętrzu można dotrzeć wpływy baroku. W środku parlamentu znajduje się 681 pomieszczeń bogato wykończonych złotem, z których część w tym Sala pod Kopułą i Sala Plenarna jest udostępniona zwiedzającym.

Zwiedzanie budapesztańskiego parlamentu należy zaplanować wcześniej. Najłatwiej jest wykupić przez Internet wycieczkę z przewodnikiem w wybranym języku na określoną godzinę. Cena biletów dla osób dorosłych, będących obywatelami UE to 2400 HUF, czyli ok 32 zł, a dla dzieci i studentów do 24 r.ż. to 1300 HUF, czyli ok. 18 zł. Więcej informacji o rezerwacjach można znaleźć na oficjalnej stronie Parlamentu.

2. Kolejka Siklo oraz Most łańcuchowy Széchenyi

Znajdujące się obok siebie dwie atrakcje turystyczne Budapesztu – Kolejka Siklo i Most Széchenyi  są jednymi z najbardziej rozpoznawanych zabytkowych elementów na mapie miasta.

Kolejka Siklo składa się z dwóch wagoników o imionach Margit i Gellért i prowadzą w górę i w dół Wzgórza Zamkowego. Kolejka została zbudowana w 1870 roku i początkowo służyła mieszkańcom pracującym na dworze królewskim jako podstawowy środek transportu do pracy. Obecnie, zabytkowa i urokliwa kolejka jest jedną z najchętniej odwiedzanych atrakcji Budapesztu, zaraz po Parlamencie. Bilet na przejazd w jedną stronę to koszt 1200 HUF, czyli ok. 16 zł, a w obie strony 1800 HUF, czyli ok. 24 zł.

Znajdujący się tuż obok kolejki Most Széchenyi jest najsłynniejszym i najbardziej okazałym mostem w całym Budapeszcie. Budowę mostu, o całkowitej długości 380 m, ukończono w 1849 roku. Most Széchenyi był pierwszym kamiennym mostem na Dunaju, który połączył dwa historyczne miasta – Budę i Peszt. Obiekt dodatkowo ozdobiony został czterema rzeźbami lwów znajdujących się po obu stronach przeprawy. Szczególnie malowniczo most Széchenyi prezentuje się po zmierzchu, kiedy podświetlony jest setkami świateł. Wtedy też stanowi świetny pierwszy plan do fotografowanej panoramy miasta z rzeką Dunaj i Parlamentem w tle.

3. Zamek Królewski w Budapeszcie

Po przeciwnej stronie budapesztańskiego Parlamentu znajdziemy imponujący rozmiarem Zamek Królewski położony na wzgórzu. Monumentalna budowla powstał w okolicach XIV wieku z inicjatywy księcia Sławonii – Stefana. Cały obiekt został wpisany na listę dziedzictwa UNESCO. Budynek jest charakterystycznym symbolem nie tylko Budapesztu, ale i całego kraju. Warto poświęcić więc chwilę czasu na jego zwiedzanie, gdyż w swoim wnętrzu skrywa bogatą i interesującą historię Węgier. Warto również przejść się po pięknych ogrodach otaczających zamek. Ze wzgórza rozciąga się ponadto zapierająca dech w piersiach panorama miasta.

Do Zamku można się dostać wspomnianą wcześniej kolejką Siklo, autobusem miejskim nr 16 lub po prostu wejść na górę pieszo. Budynek, oraz przylegające do niego tarasy na wzgórzu można zwiedzać za darmo. We wnętrzu Zamku Królewskiego znajduje się Muzeum Historii Budapesztu, do którego wstęp kosztuje 2400 HUF, czyli ok. 32 zł; Galeria Narodowa, do której bilet wstępu kosztuje 1800 HUF, czyli ok. 24 zł, wystawy czasowe oraz Biblioteka Narodowa, do której bilet wstępu kosztuje 400 HUF, czyli ok. 6 zł. Zamek Królewski w Budapeszcie jest otwarty dla zwiedzających od 10:00 do 18:00 od wtorku do niedzieli, a Biblioteka Narodowa funkcjonuje w tych samych dniach w godzinach 9:00-20.00.

4. Baszta Rybacka i Kościół św. Macieja

Na spacer na Basztę Rybacką i do znajdującego się w pobliżu Kościoła św. Macieja warto się wybrać chociażby ze względu na wspaniały neogotycki taras widokowy, z którego rozciąga się spektakularna panorama na Budapeszt z Parlamentem na pierwszym planie oraz rzekę Dunaj. Miłośnicy architektury będą mogli za to zachwycić się neogotycką bryłą kościoła, który pierwotnie został wybudowany w stylu gotyckim w XIV wieku.

Na Basztę Rybacką najlepiej wybrać się pieszo ulicami Fo Utca i Donati Utca. Zwiedzanie dolnych tarasów baszty jest darmowe i możliwe przez całą dobę, natomiast wstęp na wyższy taras, z którego widoki są jeszcze piękniejsze, to koszt ok. 10 zł. Kościół św. Macieja najlepiej zwiedzać w tygodniu, a bilet wstępu do środka świątyni, w której znajdziemy m.in. przepiękne freski i zdobienia oraz organy to wydatek 1500 HUF, czyli ok. 20 zł. A dodatkową opłatą kolejnych 1500 HUF zyskamy możliwość wejścia na wieżę kościoła.  

5. Góra Gellerta – Gellért-hegy wraz z Cytadelą

Zwiedzanie Budapesztu nie może się obyć bez wizyty na Wzgórzu Gellerta oraz położonej na nim XIX wiecznej Cytadeli, górującej nad całym miastem. Mierzące 235 metrów wzgórze wraz z Cytadelą i Pomnikiem Wolności najlepiej jest zwiedzać o wschodzie i zachodzie słońca, gdyż widok na kolorową panoramę miasta jest wtedy najpiękniejszy. Trud wejścia na wzgórze z pewnością nam się opłaci, choćby ze względu na piękną pamiątkę w postaci zdjęć malowniczego Budapesztu z perspektywy lotu ptaka. Co więcej, wejście na Górę Gellerta jest całkowicie bezpłatne.

6. Łaźnie termalne Széchenyi 

Będąc w Budapeszcie nie sposób zapomnieć o odwiedzinach w choć jednej z wielu znanych łaźni termalnych. Obecnie na terenie miasta funkcjonuje siedem różnych obiektów tego typu, zlokalizowanych w różnych częściach miasta. Najciekawszą łaźnią w Budapeszcie jest kompleks basenów termalnych Széchenyi, który zachwyca bogato zdobionymi salami kąpielowymi oraz ogromnym basenem termalnym na świeżym powietrzu.

Dlaczego warto odwiedzić łaźnie termalne Széchenyi? Głównie dlatego, że kąpiel w wodach termalnych jest bardzo relaksująca oraz ma działanie lecznicze. Za dodatkową opłatą, kompleksy oferują szereg zabiegów hydroterapeutycznych o najróżniejszych właściwościach zdrowotnych. Ponadto, samo doświadczenie kąpieli w niezwykle atrakcyjnych architektonicznie, historycznych budowlach to niezapomniane przeżycie.

Łaźnie termalne czynne są bardzo długo, zazwyczaj od godziny 6:00 do 22:00, jednak najlepiej wybrać się na wodny relaks późnym popołudniem lub wieczorem. Niestety, trzeba liczyć się z tym, że łaźnie o każdej porze dnia i roku będą zatłoczone. Mimo to, warto doświadczyć kąpieli w jednej wybranej, łaźni w Budapeszcie. Całodniowy bilet wstępu do łaźni Széchenyi, wraz z opcją wykupienia szafki kosztuje 5200 HUF, czyli ok. 70 zł.

7. Wyspa Małgorzaty – Margitsziget

Klimatyczna, a zarazem tętniąca życiem Wyspa Małgorzaty położona na rzece Dunaj, to obowiązkowy punkt do odhaczenia na mapie zwiedzania Budapesztu. Warto zostawić sobie wizytę na wyspie na sam koniec dnia, żeby po prostu na chwilę usiąść i odpocząć.

Margitsziget, często określana przez mieszkańców mianem „Zielonego serca Budapesztu” zajmuje powierzchnię aż 95,6 ha. Bogata infrastruktura na wyspie sprzyja rekreacji i wypoczynkowi, co potwierdzają rzesze Węgrów wypoczywających leniwie na kocach z piknikowymi koszykami oraz aktywnie na rowerach, rolkach i deskorolkach. Wstęp na teren wyspy jest bezpłatny.

8. Szimpla Kert

Propozycja obowiązkowa dla entuzjastów nocnego życia, ale i klimatów opuszczonych miejsc i postapo. Szimpla Kert idealnie wpisuje się w budapesztański trend tzw. ruin pubów. W Szimpli nie sposób znaleźć równych rzędów stolików, eleganckiej zastawy czy wyrafinowanych kelnerów. Do naszej dyspozycji jest za to obiekt bardziej przypominający skłot, niż tradycyjny pub. Miejsce już od samego wejścia hipnotyzuje swoim nietypowym klimatem. W środku budynku zobaczymy takie osobliwości jak wannę przerobioną na kanapę, wrak samochodu, czy stare dziecięce rowerki. Niesamowitej atmosfery we wnętrzu Szimpli Kert nie sposób opisać – trzeba to po przeżyć na własnej skórze.

Do Szimpli warto wybrać się późnym wieczorem, wtedy miejsce nabiera niesamowitego uroku. Pełno tam wówczas ciekawych osób, z którymi warto nawiązać kontakt. Można również usiąść w jednej z oryginalnie zaaranżowanych sal przy szklance węgierskiego piwa, kieliszku wina, czy przy fajce wodnej. Przykładowo, cena drinka zakupionego przy barze w Szimpli Kert to 2000 HUF, czyli ok. 27 zł. Aktualne wydarzenia kulturalne można na bieżąco śledzić na stronie internetowej lokalu.

9. Centralna Hala Targowa – Központi Vásárcsarnok

Dla wszystkich entuzjastów turystyki kulinarnej, wizyta w Centralnej Hali Targowej to obowiązkowy punkt do odhaczenia na mapie podczas zwiedzania Budapesztu. Okazały budynek Központi Vásárcsarnok powstał w 1897 roku i znajduje się przy popularnej ulicy Vaci, tuż obok Mostu Wolności. Na szczególną uwagę zasługuje neogotycka brama wejściowa do hali, wysoki dach oraz ogromne okna. Wewnątrz budynku znajdziemy liczne stoiska z żywnością i tradycyjnym węgierskim rękodziełem oraz bary i mini restauracje.

Węgry słyną z pysznych wędlin, w szczególności salami; ostrej, słodkiej i wędzonej papryki czy wina Tokaj. Jednak te specjalności, to tylko mała część przysmaków, które znajdziemy w Centralnej Hali Targowej. Na miejscu warto skosztować także tradycyjnego leczo, gulaszu węgierskiego oraz słynnych langoszy. Znajdzie się również coś dla koneserów mocnych trunków, a mianowicie lokalna wódka – Palinka.

Centralna Hala Targowa jest otwarta w poniedziałki w godzinach 6:00-17:00, od wtorku do piątku w godzinach 6:00-18:00, a w sobotę od 6:00-15:00. W niedzielę hala jest nieczynna.

10. Plac Bohaterów oraz Park Miejski wraz z Zamkiem Vajdahunyad

Plac Bohaterów, który stanowi swoiste wejście do Parku Miejskiego, w środku którego znajduje się malowniczo położony Zamek Vajdahunyad, jest kolejną atrakcją, którą warto zobaczyć będąc w Budapeszcie. Będąc w okolicy, warto również przejechać się historyczną linią budapesztańskiego metra – M1, która w 2002 roku wpisana została na listę dziedzictwa UNESCO.

Plac Bohaterów, podobnie jak wiele innych zabytkowych obiektów w Budapeszcie, powstał w ramach hucznych obchodów tysiąclecia istnienia państwa węgierskiego. Na rozległym placu znajdziemy ogromną 34-metrową kolumnę zwieńczoną figurą archanioła Gabriela oraz monumentalną kolumnadę. Również Zamek Vajdahunyad, wraz z otaczającym go Parkiem Miejskim, powstały z okazji tysiąclecia istnienia państwa. Obiekt, którego budowa zakończyła się w 1908 roku jest kopią budynków historycznych z terytorium całych Węgier. Wzniesiony został w mieszaninie stylów gotyku, renesansu i baroku.

Plac Bohaterów oraz Park Miejski można zwiedzać bez ograniczeń przez całą dobę, a wstęp jest darmowy. Aby wejść do Zamku Vajdahunyad należy natomiast kupić bilet wstępu za 1600 HUF, czyli ok. 21 zł. Za tą cenę będziemy mieli okazję obejrzeć stałe wystawy poświęcone skarbom znalezionym na ziemi węgierskiej, polowaniom, zwierzętom, czy roślinom oraz dodatkowo wystawy czasowe. Wizyta w zamkowym muzeum będzie świetną okazją do poznania kultury i historii Węgier i z pewnością zaspokoi głód nawet najbardziej ciekawskich.