Co zjeść we Włoszech?

Zastanawiacie się nad wyjazdem do Włoch? Jeśli macie wątpliwości możecie przeczytać nasz wcześniejszy artykuł. Jeśli jednak już jesteście gotowi do drogi, macie wybrane hotele, muzea oraz wszystko to, co chcecie zwiedzić i zobaczyć – czas zastanowić się nad tym, co jest najbardziej istotne. Czyli: co zjeść we Włoszech?

Byliśmy i wiemy – wybór jest trudny, opcji wiele, kuszące zapachy, kolory… Chociaż włoska kuchnia jest jedną z najbardziej popularnych w Polsce, często traktuje się ją po macoszemu. Na szczęście od kilku lat trwa trend, aby pokazać Polakom, że Włochy to nie tylko spaghetti bolognese czy pizza na tłustym cieście. I całe szczęście! Wszak jest to kraj z bardzo długą tradycją kulinarną. Jeszcze do niedawna nie stanowił jednolitego państwa, a zlepek różnych regionów, często mocno indywidualnych, wręcz rywalizujących między sobą. Jedną z ich broni była kuchnia. Chociaż najbardziej popularne dania to pizza i makarony, to warto pamiętać o całym bogactwie i możliwościach Półwyspu Apenińskiego.

Zatem co warto zjeść we Włoszech? Przedstawiamy kilka naszych ulubionych potraw oraz… napojów. Wszystkie te propozycje przedstawimy wraz ze zdjęciami, aby zachęcić Was jeszcze bardziej oraz podpowiemy kilka tipów, które warto stosować przy okazji swojej wyprawy do ojczyzny Leonarda da Vinci.

Królowa jest tylko jedna – pizza

Czyli absolutny klasyk. Wszyscy znają, większość kocha. To jednak, o czym warto pamiętać, to że nasze wyobrażenie pizzy od wyobrażenia Włocha może się znacznie różnić. Po pierwsze Włosi nie używają sosów do pizzy. Nie, ani ketchup, ani czosnkowy. Jedyną możliwością, którą dopuszczają, a wręcz cenią i kochają, to dodatek odpowiednio przyprawionej oliwy. Ten produkt eksportowy Włoch (poza winem) numer jeden to podstawa kuchni, absolutny must-have każdego domostwa. Z dodatkiem ziół, czosnku lub papryki – nieważne, byle była najwyższej jakości i z okolicznych upraw.

To jak jemy pizzę i z jakimi dodatkami jest równie ważne. Jeśli jedziemy do Neapolu, zapewne usłyszymy, że tylko tam zjemy prawdziwą pizzę. Jest to wszak miejsce jej narodzin. Co ważne – różne regiony Włoch mają inne metody jedzenia pizzy. W Neapolu kroi się ją na 4 kawałki, po czym każdy zjada rękoma. W innych regionach je się pizzę nożem i widelcem, a w niektórych wręcz bierze cały placek, zwija i zaczyna gryźć!

Nie przejmujcie się jednak. Nieważne jak będziecie ją jeść. Najważniejsze, żebyście nie chcieli dołożyć do niej ananasa.

Lody, czyli włoski majstersztyk

Czyli mój absolutny faworyt i “danie” które jem przynajmniej raz dziennie. Znane w Polsce “włoskie” lody, to nie do końca to, co znajdziecie we Włoszech. Nie będą to żadne świderki, wypływające z maszyny do wafelka. O nie, czeka Was coś dużo piękniejszego. Włoskie lody to nakładane łopatką cuda wprost do chrupiących rożków. Porcje są zazwyczaj spore, a wybór potrafi oszołomić. Nie liczcie na angielskie tłumaczenia. Większość lodziarni ma opisy jedynie po włosku. Na szczęście część słów jest podobna do polskich. A nawet jeśli nie rozumiemy nawet słowa  – zaufajmy instynktom i postawmy na ten smak, który podoba nam się najbardziej… wizualnie. Wszak je się oczami!

Jeśli chodzi o nasze rekomendacje: koniecznie postawcie na takie lodziarnie, które znajdują się dalej od najpopularniejszych szlaków turystycznych, a przed wejściem kręcą się miejscowi. Najlepiej, jeśli zauważycie, że przynoszą oni swoje prywatne opakowania, aby sprzedawcy spakowali im ulubione smaki do domu. To będzie oznaczało, że trafiliście do dobrego miejsca. Oto, co warto zjeść we Włoszech!

Dobrą alternatywą dla lodów, szczególnie dla tych, którzy nie przepadają na słodkim, będzie granita. Czyli deser lodowy w postaci zmiksowanego soku owocowego i lodu. Uzyskujemy wtedy najbardziej orzeźwiający i cudnie chłodzący przysmak, jaki wymyślono kiedykolwiek. Mówi się, że Włosi dzielą się na tych, którzy rano jedzą granitę cytrynową albo tych, którzy wolą pistacjową. Nie ważne jaki smak Wy wybierzecie, możecie być pewni, że nie będziecie żałować.

Pasta, pasta, pasta…

Ponieważ jest ich tyle rodzajów, co Włochów, nie będziemy się rozpisywać tutaj za bardzo. Możemy jednak podpowiedzieć Wam jedno – tak jak w przypadku pizzy, tutaj też warto postawić na prostotę. Zasada “im mniej tym lepiej” sprawdzi się zapewne i w tym przypadku. Jeśli zdecydujecie się na makaron, możecie też wziąć pod uwagę lokalność produktów. Oliwa, zioła, mozzarella, parmezan, owoce morza, cielęcina – to smaki, w które Włosi umieją jak nikt inny.

Najświeżej – ryby i owoce morza

Czyli coś dla tych, którzy lubią zaszaleć. Tego typu dania nie należą do najtańszych. Ale będąc we Włoszech naprawdę warto spróbować takich specjałów. Świeża dorada, zapiekana z cytrusami, świeżym tymiankiem, bazylią i czosnkiem z pewnością skradnie serce każdego smakosza. Krewetki, mule, ośmiornica… To wszystko składniki, z których dobry kucharz potrafi wyczarować cuda. A dlaczego warto wydać nieco więcej (pamiętajcie o coperto oraz serwisie!) na tego typu kolację? W Polsce też można coś takiego zjeść… Ale nie z tak świeżych składników! Obiecuję, smak ryby złowionej przed chwilą, a mrożonej to dwie zupełnie różne bajki. Ustawcie budżet tak, żeby choć raz w czasie wyjazdu uraczyć się takimi przysmakami.

Czy Włosi nie jedzą mięsa?

Nie sądźcie, że Włosi nie potrafią przygotowywać mięsa! O nie, oni są prawdziwymi mistrzami także w tym względzie. To, co pokochali, to przede wszystkim cielęcina. Pisałam już wcześniej np. o carpaccio, czy vitello tonnato. Poza tymi przysmakami warto spróbować giczy (czyli popularnej ossobuco), breasaoli czy szynki parmeńskiej. Moim osobisty ulubieńcem jest saltimbocca. Czyli cielęcina, cienko rozbita, zawinięta w szaynkę parmeńską, smażona na maśle, z dodatkiem białego wina i szałwi. Smak oraz zapach są niezapomniane.

Idealne na każdą okazję… Wino

Nie można o nim zapomnieć. Włosi pijają je niemal do każdego posiłku. Ilość szczepów, odmian, smaków, zapachów jest oszałamiająca. Na szczęście włoskie wina nie są aż tak “wymagające” jak francuskie i nawet za niewielkie pieniądze możemy uraczyć się bardzo dobrym trunkiem. Jeśli nie wiemy czego oczekujemy, warto poprosić kelnera o radę. Lub uzbroić się w cierpliwość – artykuł o winach ukaże się na naszym blogu już niedługo 🙂

Aperol, czyli król parkietu

Absolutny hit ostatnich lat. Polacy również lubują się w tym likierze, który w parze z prosecco stanowi połączenie idealne… Dobra wiadomość jest taka, że we Włoszech jest on dużo tańszy niż w Polsce. Do tego traktowany jest jako podstawa każdej karty drinków, więc nie musimy się martwić o jego dostępność.

Warto – ale co?

Jak widzicie, na pytanie co warto zjeść we Włoszech, trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć. Moja rada jest taka: gospodarujcie odpowiednio budżetem. Nie bójcie się zbaczać z utartych szlaków. Czasami w obskurnym zaułku znajdziecie prawdziwą kulinarną perełkę. Szukajcie takich miejsc, gdzie jadają miejscowi. Ale przede wszystkim eksperymentujcie i próbujcie wszystkiego, co Wam nieznane. Chociaż możecie trafić na coś, co nie będzie Wam odpowiadać, możecie się też miło zaskoczyć.

Jet lag – czym jest i jak go uniknąć? ​

Czym jest jet lag? To tajemnicze określenie słyszymy często w filmach i serialach amerykańskich. Ale nie oznacza to, że tylko Amerykanie cierpią z jego powodu. Można powiedzieć, że ze względu na wielkość ich ojczyzny oraz fakt, że najpopularniejszą formą podróżowania jest samolot, są oni najbardziej narażenie na jet lag.

Jet lag jest bowiem zespołem objawów, które mogą się pojawić jako odpowiedź na zaburzenie ustalonego rytmu dnia naszego organizmu. Chociaż zazwyczaj pojawia się przy podróży na wschód lub zachód (podróżowanie na wschód jest obarczone natężonymi objawami jet lagu), to może się pojawić także jako odpowiedź na podróże wzdłuż stref czasowych. Jeśli w krótkim czasie zmienimy zupełnie klimat i wysokość temperatur, nasz organizm z pewnością będzie potrzebował chwili, aby się dostosować. Jest to coś, co może namieszać nam w planach naszej podróży do Indonezji albo zepsuć frajdę czerpaną z wypoczynku w wymarzonej willi na Koh Samui , dlatego jeśli czeka Was dłuższa podróż do Azji lub Ameryki – przeczytajcie ten artykuł a dowiecie się jak uniknąć jet lagu.

Jak objawia się jet lag?

Objawy jest lagu mogą należeć do wyjątkowo nieprzyjemnych. Szczególnie narażone są dzieci oraz osoby starsze. Co prawda samo zjawisko nie jest szczególnie niebezpieczne, przynajmniej nie bezpośrednio. Jest raczej męczące, szczególnie jeśli podróżujemy w celach biznesowych i musimy być jak najszybciej w jak najlepszej formie. Zresztą, nawet jeśli jedziemy na wakacje – raczej nie chcemy spędzić pierwszych 24 godzin na spaniu i przystosowywaniu się do nowego trybu życia. A jakie są objawy jet lagu?

  • zmęczenie, często na granicy wyczerpania
  • bezsenność
  • bóle głowy
  • odczuwanie niepokoju
  • biegunka
  • odwodnienie
  • kłopoty z koncentracją
  • zawroty głowy
  • kłopoty z wypróżnieniem
  • rozdrażnienie

Jak widać objawy nie zagrażają życiu bezpośrednio. Mogą być męczące i irytujące. Jeśli trwają bardzo długo i nie chcą ustąpić, należy skontaktować się z lekarzem. Długość trwania jet lagu zależy od tego ile stref czasowych przekroczyliśmy. Nasz organizm zazwyczaj potrafi w ciągu doby „przetrawić” jedną, dwie strefy. Dlatego, jeśli podróżujemy bardzo daleko, np. do Japonii, na Syberię czy do Kalifornii bądź na Alaskę, musimy tak zorganizować czas, aby pierwsze dwa – trzy dni były spokojne i przeznaczone głównie na relaks i aklimatyzację.

Jak uniknąć jet lagu lub ograniczyć jego działanie?

  1. Przede wszystkim pomyśl o tym, dokąd lecisz. Jeśli czeka Cię ważne wydarzenie, zaplanuj podróż tak, aby mieć dzień lub dwa na odpoczynek. Dzień przed wylotem postaraj się odpowiednio przestawić swój rytm dnia. Połóż się wcześniej, dostosuj pory posiłków. Na pokładzie samolotu możesz spać, jeśli lecisz w nocy. Nie zaleca się snu, jeśli lecimy w ciągu dnia.
  2. Jeśli planujesz spać, wybierz odpowiednie miejsce – przy oknie nikt nie będzie Cię trącał, ani budził, gdy będzie wychodził, np. do toalety. Dodatkowo możesz oprzeć się o okno i ułożyć wygodniej. Nie zapomnij o stoperach lub odtwarzaczu muzyki oraz opasce na oczy. Dzięki temu niestraszne Ci będą wszelkie rozpraszacze.
  3. Przed wylotem przygotuj odpowiednio swój organizm. Nie pij alkoholu, nie przesadzaj z kawą. Jedz zdrowo, pójdź na siłownię albo jogę – cokolwiek, co odpręży i poprawi krążenie oraz ogólne samopoczucie. W czasie lotu pamiętaj o nawadnianiu się. Woda to absolutna podstawa!
  4. Ściągnij odpowiednią aplikację albo użyj odpowiedniego licznika, które pomogą Ci obliczyć jak długo powinniśmy spać oraz w jakich godzinach, aby uniknąć jet lagu.
  5. Pamiętaj o swojej wygodzie, zadbaj o to, aby spakować się wcześniej, ubrać odpowiednio… Jeśli nie wiesz, o czym powinieneś pamiętać przed długim lotem, sprawdź nasz poprzedni wpis:

6. Pisaliśmy o tym, żeby nie spać w ciągu dziennego lotu. To prawda. Ale pamiętaj, że drzemki się w to nie wliczają! Tzw. power nap pozwoli zregenerować siły, odpocząć i odświeżyć umysł. Musimy jednak zadbać, aby drzemka nie trwała dłużej niż godzinę, dwie. Jeśli przekroczymy tę długość, zaczniemy wkraczać w fazę rem!

7. Przestaw godzinę/datę na taką, jaka obowiązuje na miejscu Twojego przylotu.

8. Gdy dotrzesz na miejsce, postaraj się dostosować do pory dnia, którą zastaniesz. Jeśli dolecisz w dzień, nie kładź się na dłużej niż godzina, dwie. Doleciałeś w nocy? Połóż się do łóżka i spróbuj zasnąć!

9. Jeśli nie ma przeciwwskazań, możesz sięgnąć po melatoninę. Pamiętaj jednak, aby stosować się do recepty i zaleceń lekarza.

10. Po przylocie nie zapomnij o lekkiej diecie, nawodnieniu i ćwiczeniach. Dzięki temu będziesz czuł się znacznie lepiej w krótszym czasie.

Jak widać, jest wiele sposobów, aby zminimalizować objawy jet lagu. Musimy pamiętać, że każdy z nas jest inny, każdy inaczej będzie przeżywał długie loty. Nie ma gwarancji, że nieprzyjemne następstwa znikną po jednym dniu, albo nie pojawią się w ogóle. Jednak, jeśli będziemy przestrzegać zaleceń, są spore szanse na to, że uda się nam wyjść z jet lagu wcześniej, a przynajmniej zapewnimy sobie przyjemniejszy lot.

A jakie są Wasze sposoby na zminimalizowanie objawów jet lagu? A może nigdy nie doświadczyliście niczego takiego? Dajcie znać w komentarzach!

Wycieczka do Włoch? Warto, a może nie? Sprawdźmy!

Włochy stanowią dla wielu, szczególnie początkujących, podróżników wymarzoną destynację. Kusi nas kuchnia i widoki znane z filmów czy zdjęć znajomych. Czy jednak nie są one przereklamowane? Czy na pewno warto odwiedzić ojczyznę Aperola? Jeśli czeka Was wycieczka do Włoch, koniecznie czytajcie dalej.

Co na plus

Niewątpliwie Włochy mają wiele cech, dzięki którym łatwo się w nich zakochać. Na początku przyjrzymy się właśnie temu, co z pewnością spodobałoby się niemal każdemu. Nie pozwólcie jednak dać się zwieść! W kolejnej części przedstawimy wszystko to, co może Was zrazić na zawsze….

1. Jedzenie

Margharita z ciągnącą się mozzarellą, aglio olio posypane świeżą bazylią, aksamitne lody przynoszące ulgę w czasie upałów, zgrillowana aromatyczna dorada, złowiona tuż przed chwilą… Czy już cieknie Wam ślinka? Jeśli nie, to coś prawdopodobnie jest z Wami nie tak. Oczywiście kuchnia włoska jest niezmiernie popularna w Polsce, już naprawdę długo. Ostatnie lata rozpieściły nas do granic możliwości, gdyż dały nam porządną pizzę na cienkim cieście, zamiast tłustych placków zamawianych z dowozem. Dostępność tego typu menu ma też swoje wady – mamy wrażenie, że już wszystko wiemy, że nic nas nie zaskoczy. A jednak, z tym wszystkim nie jest do końca tak, jak nam się wydaje. Chociaż gastronomia z półwyspu apenińskiego słynie z prostoty i świeżych składników to jest wyjątkowo bogata, a sprowadzanie jej jedynie do bolognese i pizzy to spore uproszczenie, zakrawające na ignorancję. Dlatego podróżując po Włoszech, spróbujcie nowych smaków, tego co Wam nieznane, a na pewno nie będziecie zawiedzeni.

2. . Napoje

Włosi uwielbiają wino. Ich miłość przenosi się zazwyczaj na każdego, kto będzie miał okazję uraczyć się jednym z ich tradycyjnych napitków. Białe wino włoskie odznacza się delikatnością i świeżością, choć bywa kwaskowe. Najpopularniejsze szczepy to Chardonnay, Sauvignon Blanc oraz Pinot Grigio, chociaż każdy region ma swoje własne gatunki, często autochtoniczne, z których jest dumny. Czerwone wina charakteryzują się zaś silnym owocem, w zależności od szczepu i wieku mogą być lekkie i przyjemne, bądź bardzo taniczne i ciężkie. Wycieczka do Włoch nie może się odbyć bez degustacji win, pamiętajcie!

Jeszcze popularniejszym produktem od wina jest prosecco, czyli wino musujące. Ponieważ szampan jest nazwą zarezerwowana jedynie dla trunków pochodzących z Szampanii, nie powinniśmy nazywać tak win pochodzących z Włoch czy Hiszpanii. Jeśli nie odpowiada nam smak prosecco, zawsze możemy spróbować go w koktajlu, np. w połączeniu z pomarańczowym likierem Aperolem, jako mimosa (z sokiem ze świeżych pomarańczy) lub moim osobistym faworytem, czyli Bellini (prosecco z dodatkiem świeżej pulpy z białych brzoskwiń).

Rozmawiając o włoskich napojach, nie możemy zapomnieć o kawie. To dzięki Włochom możemy cieszyć się tak szeroką wariacją sposobów przygotowywania tego napitku. Americano, espresso, latte i cappuccino – nie ważne jaką lubisz, ich popularność zawdzięczasz niewielkiemu krajowi o kształcie buta. Włosi przede wszystkim doceniają espresso, które najsmaczniejsze jest tam, gdzie po prostu podchodzisz do lady, rzucasz euro lub dwa, wypijasz i odchodzisz.

3. Klimat i krajobraz

Najczęściej klimat Włoch określany jest mianem “łagodny”. Nas może to jednak nieco zmylić. Jeśli spodziewacie się średnich temperatur, to te letnie, mogą Was zaskoczyć. Chociaż zimy rzeczywiście są tam zazwyczaj łagodne, to już lata bywają bardzo gorące. Gdy stałam w lipcu na placu pod Koloseum nie powiedziałabym, że temperatura była “łagodna”. Dlatego dla nas najprzyjemniejsze miesiące to maj, czerwiec, wrzesień i październik. Oczywiście musimy wziąć pod uwagę to, dokąd podróżujemy. W Wenecji we wrześniu będzie znacznie chłodniej niż na Sycylii.

Krajobraz zaś jest wymarzony, blisko zarówno do morza jak i gór. Oczywiście na północy mamy do dyspozycji monumentalne Alpy, ale sam półwysep też jest pełen wzniesień. Dzięki temu w czasie kilku godzin podróży możemy zobaczyć i wysokie szczyty, jak i równiny czy wybrzeże. To czyni ten kraj idealnym zarówno dla narciarzy jak i plażowiczów.

4. Historia, architektura i sztuka

Włochy to kolebka naszej kultury. Czy tego chcemy czy nie, zawdzięczamy im całkiem sporo, w szczególności jeśli mówimy o języku i sztuce. Nie da się zaprzeczyć, że cały kraj jest muzeum o niewyobrażalnej wartości. Miasta takie jak Rzym, Wenecja, Neapol, Florencja czy Mediolan, ale także mniejsze miejscowości – to perły architektury. To tu tworzyli najwięksi geniusze, Leonardo da Vinci czy Michał Anioł. Podróżując po kraju warto odwiedzić muzea: Galeria Uffizi i Borghese, pałac Dożów czy muzeum watykańskie. Ale nawet chodząc po ulicach włoskich miast i miasteczek, możemy poczuć się jak w czasie przechadzki po korytarzach najwspanialszych galerii.

Włoska kultura jest nam całkiem nieźle znana, nawet po okresie baroku 🙂

5. Ludzie

Włosi są jedyni w swoim rodzaju. Hałaśliwi, sympatyczni, otwarci – bywają nie do zniesienia. Ale nie da się ich nie kochać. Problemem bywa bardzo często bariera językowa. Zdarza się, że nie dogadamy się wcale. Już prościej będzie po polsku i na migi. Z moich osobistych obserwacji wynika jednak, że jest coraz lepiej. Jeśli nie oczekujemy dyskusji na poziomie brytyjskiej szlachty, najprawdopodobniej damy sobie radę. h

Co na minus

Po całym tym zachwalaniu, musi nadejść czas na wymienienie kilku wad. Nie chcemy owijać w bawełnę i zwodzić Was na manowce – nie ma ideałów na naszym pięknym świecie. Dlatego doradzę Wam, na co zwrócić uwagę i na co uważać, gdy będziecie planować podróż.

1. Finanse

Włochy są drogim krajem. Szczególnie duże miasta potrafią zaskoczyć cenami czy to w sklepach czy restauracjach. Noclegi też nie należą do najtańszych, ale jeśli nie mamy wysokich wymagań, uda nam się znależć coś na skromniejszą kieszeń. Rozrywki, takie jak wycieczki, odwiedzanie muzeów, przejażdżki gondolą czy promami – należą do drogich. Włochy utrzymują swą popularność wśród turystów od stuleci, więc nie obawiają się odstraszenia ich, nawet niebotycznymi kwotami. Udając się do lokalu, uważajmy. W większości miejsc ulokowanych przy najpopularniejszych szlakach turystycznych, do ceny dań zostaną doliczone: coperto (czyli opłata za nakrycie) oraz napiwek, wynoszący zwykle 10-15% od sumy rachunku. Także pamiętajcie, wycieczka do Włoch może być bardziej kosztowna, niż się wydaje…  

2. Nieporządek

Rozumiany dwojako, dosłownie i w przenośni. Duże miasta włoskie często są brudne. Wydaje się, że wynika to po części z mentalności i opieszałości, a po części z tłumów, które przewijają się przez metropolie. Być może władze nie nadążają sprzątać. Dodatkowo musimy się przygotować na typowy dla mieszkańców Południa spokój i luz. Choć może nam przeszkadzać, po chwili będziemy w stanie odnaleźć jego urok.

3. Tłok

Wenecja jest w “godzinach szczytu” nie do przejścia. Wąskie uliczki pełne są turystów, skazanych na powolne kroczenie nóżka za nóżką. Podobnie w Rzymie i każdym popularnym miejscu Włoch – turyści dosłownie zalewają te przestrzenie, wydeptują chodniki i wyślizgują schody. Okolice fontanny di Trevi i schodów hiszpańskich uświadczycie puste jedynie na filmach.

To w końcu warto, czy nie…

Mimo swoich wad, Włochy są niepowtarzalne. Ktoś kiedyś powiedział, że można podróżować po całym świecie, a ostatecznie i tak powraca się tutaj. Jest w tym sporo racji. Przede wszystkim dzięki różnorodności swojej “oferty” – możemy wybrać albo szaloną zabawę w metropolii, albo romantyczne spacery po niewielkich miasteczkach, narty lub żeglowanie. Niezaleźnie od Waszych preferencji, wycieczka do Włoch może okazać się najlepszą decyzją. Do tego jedzenie, napoje i przyjaźni mieszkańcy – jak tu się nie zakochać?

Czeka Cię długi lot? Nie panikuj, oto 18 sposobów, jak go przetrwać.

Nigdy nie leciałeś samolotem? A może nigdy nie planowałeś kilkunastogodzinnego rejsu? Nie musisz się martwić, podpowiem Wam, co zabrać, co sobie darować, jak się ubrać oraz o co zadbać, aby Wasz lot był jak najbardziej komfortowy i minął jak najszybciej. Długi lot samolotem nie musi być wyłącznie katorgą.

1. Ubierz się wygodnie.

Pamiętaj, że czeka Cię kilkanaście godzin spędzonych w jednym fotelu. Jeśli zadbasz o garderobę, całość będzie znacznie przyjemniejsza. Nie ubieraj dżinsów! Bardzo często widuję podróżnych uzbrojonych w nieśmiertelną parę Levisów. Jeśli jest Ci w nich wygodnie, okej. Ale pamiętaj, że tak Ci się tylko wydaje. Zakładając obcisłe spodnie nie tylko dajesz do wiwatu brzuchowi, ale przede wszystkim nogom. Uciskane żyły, mięśnie, ścięgna i narządy wewnętrzne, z pewnością nie będą zadowolone. Lepiej postawić na dresy, albo legginsy. Cokolwiek, co będzie elastyczne, oddychające, miękkie i komfortowe. Tutaj specjalna rada. Jeśli masz problem z puchnącymi nogami, niezależnie z jakiego powodu (chyba, że powód ten jest bardzo poważny i potencjalnie niebezpieczny dla Twojego zdrowia – wtedy skonsultuj się z lekarzem przed wejściem na pokład samolotu!) absolutnie konieczne jest zakupienie rajstop lub pończoch uciskowych. Nieważne, jak one wyglądają. Zapewnią Ci komfort i bezpieczeństwo. Podziękujesz im, gdy na plaży nie będziesz straszył spuchniętymi kostkami i wybroczynami.

Ubierz się na cebulkę. Jeśli wylatujesz w nocy, a trafisz do miejsca, w których temperatury są wysokie, załóż pod spód cienką koszulkę, a na wierzch grubszą bluzę. Dzięki temu niestraszna Ci będzie klimatyzacja na pokładzie samolotu w nocy, ani upał po wyjściu.

2. Spakuj się z głową.

Dobrze spakowana walizka to podstawa. Jeśli jesteś roztrzepany, zrób listę. Sprawdź ją, popraw i jeszcze raz sprawdź. Spakuj się nie na ostatnią chwilę, ale wcześniej, przynajmniej dwa dni przed wylotem. Oszczędzisz sobie w ten sposób sporo nerwów. Upewnij się, co do rozmiaru walizki – czy pasuje on do tego, który wymienia przewoźnik? Czy zgadza się waga? Dopłaty na lotnisku są bardzo wysokie, dlatego lepiej sprawdzić dwa razy, niż niepotrzebnie obciążać kartę. Jeśli masz mało miejsca w walizce, albo należysz do tych, którzy nie potrafią się spakować, sprawdź sposoby na sprytne pakowanie:

3. Dokumenty, dokumenty, dokumenty…

To, co zawsze musisz mieć przyszykowane, gotowe do spakowania i o co musisz dbać najbardziej to dokumenty. Bilety, karty pokładowe, umowy, karta ubezpieczenia, karty kredytowe, gotówka, paszport, dowód osobisty, wszelkie potwierdzenia rezerwacji… poza wersją mobilną, warto je wydrukować. Ostatecznie papier nie rozładuje się nam w ostatniej chwili.

4. Ładowarka!

Zaopatrz się w ładowarkę i power banka. Kilkanaście godzin lotu to nie przelewki. Na lotniskach często są miejsca, w których możesz doładować sprzęty, ale na pokładzie musisz polegać na sobie. A najlepiej nie polegać jedynie na technologii. Weź książkę, czasopismo. Często możesz też wykupić pakiet rozrywkowy i oglądać filmy na ekranach zamontowanych w oparciach foteli. Dzięki temu spędzisz długi lot samolotem w znacznie przyjemniejszy sposób.

5. Higiena

Ponieważ po długim locie zapewne poczujemy się nieświeżo, możemy się zabezpieczyć i spakować kilka środków. Na przykład nieśmiertelne chusteczki nawilżane, pomogą nam nie tylko odświeżyć twarz, ale i inne, nieco bardziej wrażliwe miejsca naszego ciala. Chusteczki możemy wymienić na płyn micelarny w dyfuzorze lub inną mgiełkę. Płyn antybakteryjny zapewni komfort przed i po posiłkach. Tutaj przyda się też guma do żucia lub mała pasta do zębów i szczoteczka. Panie mogą kupić podróżny rozmiar suchego szamponu lub użyć pudru dla niemowląt. Odświeżą fryzurę przed wyjściem z samolotu. Ponieważ powietrze na pokładzie jest suche, spakuj krem nawilżający i pomadkę ochronną. Dodatkowa para bielizny nie zajmie wiele miejsca, a po kilkunastu godzinach użycie jej może być zbawienne dla naszego samopoczucia. Must have to też dezodorant.

6.   Jedzenie

Przy długich lotach, niezależnie od klasy, którą podróżujesz, dostaniesz posiłek. Przy tańszych opcjach nie będzie to obiad Twojego życia, ale z pewnością napełni brzuch. Jeśli cierpisz na nietolerancję lub alergię, musisz poinformować o tym PRZED wylotem. Zabierz ze sobą przekąski. Jedzenie dostępne na pokładzie jest zazwyczaj mocno dosolone lub dosłodzone, co grozi odwodnieniem, a tego musimy unikać. To samo tyczy się alkoholu. Oczywiście swojego na pokładzie spożywać nie możemy. Jeśli mamy ochotę na drinka, możemy go zamówić u obsługi. Ale nie przesadzajmy, bo mogą nas czekać nieprzyjemne konsekwencje, czy to ze strony załogi, czy naszego organizmu.

7. Odprawa

Odprawmy się wcześniej. Jeśli tylko jest taka możliwość, skorzystajmy z niej, zaoszczędzimy czas.

8. Zdrowie

Jeśli mamy jakiekolwiek przesłanki, co do tego, że nasz stan zdrowia może być nieodpowiedni dla długich lotów, porozmawiajmy z lekarzem. Nie zapominajmy spakować leków. Te podstawowe, niezawierające silnych substancji, nie zwrócą niczyjej uwagi. Jeśli jednak stosujemy medykamenty, w których skład wchodzą substancje potencjalnie niebezpieczne lub składowe narkotyków, lepiej przygotować odpowiednie pismo. Napiszmy je sami, wymieniając pełne nazwy leków, ich dawkowanie, okres wyjazdu oraz przyczynę, dla których je przyjmujemy. Przetłumaczony dokument dajmy do podpisu lekarzowi. Dzięki temu przy przechodzeniu przez ochronę zapewnimy sobie spokój sumienia. Warto na to zwrócić szczególną uwagę, jeśli podróżujemy do Stanów, Izraela, Ameryki Południowej bądź Azji. Wspominałam już o skarpetach uciskowych, ale możemy wypróbować jeszcze dwie możliwości – przed lotem pójść na siłownię, a już na pokładzie jak najwięcej chodzić, starać się rozciągać lub masować. Dzięki temu unikniemy dodatkowego zmęczenia, napięcia mięśni i bólu.    

Nie taki diabeł straszny

Przed podróżą, jeśli zadbasz o podstawowe kwestie, wszystko odbędzie się sprawnie i płynnie. Nie musisz się przejmować, jeśli masz wątpliwości. Spytaj kogoś, kto już przeżył długi lot, z pewnością podpowie Ci nie jedną dobrą radę. Obsługa lotniska i samolotu jest tam, by Ci pomóc, jeśli będziesz miał jakieś pytanie, wątpliwość lub problem – zwróć się do nich, a z pewnością uzyskasz pomoc. Na koniec kilka dobrych wskazówek, które mogą okazać się kluczowe:

  1. Kup poduszkę-podróżniczkę, czyli popularnego rogala. Sen będzie znacznie lepszy dzięki niej!
  2. Przy starcie i lądowaniu żuj gumę – zmiany ciśnienia nie będą aż tak straszne.
  3. Jeśli boisz się turbulencji, wybierz dzienny lot i miejsce przy skrzydle.
  4. Ubierz wygodne  obuwie, które da się łatwo zdjąć.
  5. Zabierz ze sobą zatyczki do uszu i opaskę na oczy.
  6. Unikaj tylnych rzędów, jest tam znacznie goręcej.
  7. Jeśli możesz, wybierz miejsca z dodatkową przestrzenią na nogi.
  8. Wyśpij się przed lotem.
  9. Jeśli lecisz w ciągu dnia, nie zasypiaj – unikniesz jet lagu.
  10. Spakuj bagaż podręczny tak, aby mieć do wszystkiego łatwy dostęp.

Dominikana – raj czy piekło?

Jeśli pamiętacie czasy, gdy oferta biur podróży składała się głównie z wycieczek do Grecji, Egiptu, Tunezji, Hiszpanii i Bułgarii, zapewne możecie się czasami zaskoczyć jak wiele możliwości mamy obecnie. Katalogi są znacznie obszerniejsze, a destynacje uzależnione są, jak niemal wszystko, od mody. Jeszcze parę lat temu królowały pięciogwiazdkowe kompleksy hotelowe w Szarm El Sheik, złota plaża Bułgarii i imprezowe wyspy Hiszpanii. Potem pojawiła się Chorwacja, Albania czy Gruzja. Oraz zaczęły nieśmiało pojawiać się oferty dla wypoczynku na innych kontynentach. Z początku ceny były wręcz astronomiczne, ale z czasem zaczęły się stabilizować i obecnie nie są aż tak poza zasięgiem, jak mogłoby się wydawać. Czy jednak warto wydawać oszczędności całego roku, albo i kilku lat? Co jest niesamowitego w tej karaibskiej wyspie, że obecnie jest najpopularniejszym (a często jedynym) międzykontynentalnym celem? Czy huragan jest aż tak straszny jak go malują?

10 w skali Beauforta

Gdy odwiedziłam Dominikanę dwa lata temu, było to kilka tygodni przed wprowadzeniem wylotów z Poznania. Niemal spóźniłam się na pociąg do Warszawy. Na lotnisku zaś w wiadomościach zagranicznych pojawiły się pierwsze wzmianki o huraganie zbliżającym się w stronę Morza Karaibskiego. Błąd w jednym z tekstów sprawił, że niemal spanikowaliśmy. Ktoś nieopatrznie pomylił bowiem Dominikanę z Dominiką. Dominika zaś została zniszczona dość mocno. Na szczęście nasi znajomi byli już na miejscu, donosili o gorącu, słońcu i przedniej zabawie. Postanowiliśmy zaufać profesjonalistom – uznaliśmy, że w razie jakiegokolwiek zagrożenia linie lotnicze odwołają lot. Zaznaczę, że chociaż lecieliśmy na pokładzie Boeinga należącego do TUI, nie wykupiliśmy u nich wycieczki. Znajomy wyszukał nam połączenie oraz niezły hotel w korzystniejszej cenie, niż te proponowane przez biura podróży.

Podróż minęła nam spokojnie i monotonnie. Wykupiliśmy pakiet “rozrywka” za kilka euro. Była to dobra inwestycja, gdyż lot trwał dwanaście godzin. Lecieliśmy w dzień, więc nie spaliśmy – jest to odradzane, jeśli chcemy uniknąć jet lagu. Po dotarciu na miejsce spotkaliśmy się z taksówkarzem, który odwiózł nas do hotelu. Przejazd wykupiliśmy wcześniej, przez odpowiednią stronę internetową.

Nasze pierwsze wrażenia? Było gorąco, parno, duszno. Ale nie było to nieprzyjemne. Oczywiście zależy to od osobistych preferencji. Ja bardzo lubię wysokie temperatury, ale dla kogoś z problemami zdrowotnymi, takimi jak nadciśnienie, podobne warunki klimatyczne mogłyby być nieznośne.

Już od samego początku poinformowano nas o zbliżającej się “Marii”. Nikt jednak nie wyglądał na przejętego, więc również się nie przejmowaliśmy.

Następny dzień powitał nas słońcem. W ciągu kilku godzin zaczęło ono znikać za chmurami, zrywał się coraz silniejszy wiatr, a obsługa hotelowa zaczęła zabijać okna restauracji płytami wiórowymi. Poinformowano nas, że Maria dotrze do nas za kilka godzin. I rzeczywiście, wkrótce mieliśmy szansę na własne oczy oglądać huragan.

Piekło w raju.

Siedzieliśmy zamknięci w pokoju ponad dobę. Dostarczano nam jedzenie oraz napoje. Nikt nas nie zamykał na klucz, po prostu odradzano nam wychodzenie na zewnątrz, a my słuchaliśmy. Wiatr był silny, padał deszcz, ale nadal było gorąco. Obsługa hotelowa ubrana w żółte peleryny przeciwdeszczowe i kalosze dbała o to, aby niczego nam nie zabrakło. Na twarzach mieli podobny grymas do naszego, gdy budzimy się rano i okazuje że w nocy był mróz, więc musimy skrobać szyby w samochodzie. Zero przejęcia. Nie mam pojęcia, czy było to szczere, czy wystudiowane, Ale działało. Ich spokój i opanowanie wpływały także na nas. To, co zaczęło doskwierać nam najbardziej to niedziałająca toaleta. Raz wykąpaliśmy się w basenie, gdy huragan jeszcze nie osiągnął szczytu swoich możliwości, Ale z czasem nazbierało się tam dużo liści, a ponieważ wszyscy brali z basenu wodę do spłukiwania toalet, postanowiliśmy poczekać. Nasz turnus pokrywał się z turnusem Amerykanów z południowych stanów. Oni również wyglądali na niewzruszonych (to oni doradzili nam czerpanie wody z basenu, zachowując się przy tym jakby doradzali nam przy wyborze jogurtu – normalka).

Po 24 godzinach dość intensywnego oczekiwania nastąpiło kolejne 36 godzin. Wciąż brak prądy, wody i obiecanego raju. Wzrastała frustracja. I tyle. Wciąż nie robiło się niebezpiecznie, nie czuliśmy zagrożenia, a jedynie zmęczenie i zniechęcenie. Wreszcie zaczęło się rozjaśniać. Otwarto kasyno. Z hotelu wyszli wszyscy i rozpoczęła się zabawa. Prawdę mówiąc, była to jedna z najlepszych imprez na jakich byłam. Następnego dnia zaczęło świecić słońce, przywrócono prąd i wodę. Pracownicy zaczęli sprzątać cały kompleks. I wreszcie zaczęły się nasze rajskie wakacje.

“Don’t worry, mamjuana will give you what you want”

To, co czyni Dominikanę Dominikaną są ludzie. Oczywiście można tak powiedzieć o każdym miejscu, ale Karaiby mają w sobie coś niesamowitego. Mieszkańcy są mili, uśmiechnięci i wyluzowani. Ich energia jest zaraźliwa. Jednak dwa czynniki nie przypadły mi do gustu. Po pierwsze, ze względu na popularność miejsca wśród turystów, wszyscy próbują na wszystkim zarobić. Będziemy zatem wciągani do sklepów, namawiani do zdjęć z papugami czy małpami, częstowani świeżym kokosem, zachęcani do przejażdżek łódkami, pontonami-bananami i skuterami.

Wszystko kosztuje zazwyczaj więcej niż powinno, więc należy się targować. Ostatecznie jednak i tak prawdopodobnie zapłacimy więcej niż dana rozrywka jest warta. Ale dla nas jeden dolar to nie majątek. Dla nich znaczy zaś dużo więcej. Kolejnym problemem jest bariera językowa. Większość tubylców mówi bardzo słabo po angielsku. Jednak jeśli nie zadzieramy nosa i jesteśmy skłonni do używania gestów i języka quasi-migowego, zapewne się dogadamy. A jeśli mówimy po hiszpańsku to problem zupełnie znika.

Pamiętajcie, że Dominikana jest najbardziej oblegana przez Amerykanów. Dlatego tubylcy nabrali zwyczajów serwisu ze Stanów. Oznacza to, że należy dawać napiwki. Dwa, trzy dolary dla kelnera. Sprzątaczce warto dać na samym początku większą sumę, na przykład piętnaście czy dwadzieścia dolarów. Dzięki temu możemy być pewni, że codziennie będziemy cieszyć się czystymi ręcznikami, pełną lodówką i czystością. Mówmy wszystkim “hola”, uśmiechajmy się, zagadujmy. Dzięki temu pokażemy im, że traktujemy ich jak ludzi, a nie służących. A oni odwdzięczą się tym samym. To, co dostają od gości stanowi często połowę ich miesięcznego wynagrodzenia. Nie ma zatem co walczyć z wiatrakami, jeśli nie chcemy dawać napiwków, nie dawajmy. Ale nie dziwmy się potem, że skoro sami wykluczyliśmy się z tej gry, jesteśmy traktowani nieco gorzej.

Co warto ze sobą przywieźć…

Wśród wszelkiego rodzaju pamiątek z gipsu, drewna i plastiku, warto zwrócić uwagę na trzy produkty, które oferuje Dominikana. Po pierwsze rum. Pije go niemal każdy, niezależnie od pory dnia czy wykonywanego zawodu. Według naszego przewodnika kierowcy na Dominikanie, choć powinni mieć zero promila w wydychanym powietrzu, zazwyczaj  przekraczają te normy. Dowiedzieliśmy się tego w trakcie podróży na wyspę Saona. Jest to park narodowy i absolutne arcydzieło natury. Widoki z tego miejsca zapierają dech w piersiach, a inna nazwa niż “raj” na określenie tych plaż i morza nie odda nawet połowy wrażenia jakie wywierają.

Drugim produktem Republiki, na który można zwrócić uwagę są cygara. Dla każdego konesera wycieczka na Karaiby powinna być punktem koniecznym. Każdy sklep oferuje wiele rodzajów, w najróżniejszych cenach. Dlatego, jeśli nie znamy się na tym temacie, może być nam trudno.

Wyjątkowym produktem, do zakupu którego zapewne będziemy zachęcani, jest mamajuana. Jest to selekcja ziół i kory, które zalane czerwonym winem, rumem, lub czymkolwiek, co lubimy, ma leczyć wszystko i być złotym środkiem od czegokolwiek. Sprzedawca zapewniał nas, że działa świetnie jako afrodyzjak, zastępuje viagrę, leczy złamane serce, reumatyzm, przeziębienie, przyciąga szczęście i pieniądze, zapewnia długowieczność. Czy jest to prawda, sami musicie sobie odpowiedzieć. Ja powiem jedynie, że według mnie mamajuana stanowi z pewnością wyjątkowo oryginalną pamiątkę.

Czy powinienem lecieć na Dominikanę?

Nie wiem. Wszystko zależy od wielu czynników. Na pewno warto pamiętać, że ta wyspa nie musi być rajem, może z łatwością przeobrazić się w piekło. Nasz huragan nie był najsilniejszy. Nasz region oszczędził. Para z Brazylii, którą poznaliśmy, miała wylot zaplanowany w czasie najsilniejszych wiatrów. Dwie dodatkowe doby musieli opłacić z własnej kieszeni. Dlatego dobre ubezpieczenie to podstawa. Jeśli wykupujecie wycieczkę z biura podróży i lecicie w miejsce, które jest w jakiś sposób zagrożone, np. ze względu na klimat, upewnijcie się, że zapewniona będzie Wam odpowiednia opieka, w razie jakichkolwiek problemów. Chociaż opisane powyżej doświadczenia mogą wydawać się łagodne, nie zapominajmy, że huragany bywają śmiertelne, pozbawiają ludzi domów, dobytku, a niestety często i życia.

Pamiętajcie, że rzeczywistość może różnić się od Waszych marzeń ale nie powinniście się zrażać. Jeśli przeszkadzają Wam upały, hałaśliwi mieszkańcy nieznający angielskiego albo, co gorsza, nie lubicie rumu, zostańcie w domu. Jeśli jednak macie do podróży dystans oraz odpowiednie fundusze, pakujcie walizki.